facebook
KLIMATY

BUNT

I tak nie zamieniłby życia na znany do bólu i pogardzany, samonapędzający i samopopędzający się schemat pracy i domu. Starczało, że z każdym rokiem pakowało się w to coraz więcej znajomych. Jedni po drugich ruszali w świat, w którym przenigdy nie zamierzał się znaleźć… i ginęli mu z oczu. (…) To wszystko i znacznie więcej sprawiało, że normalność, zwyczajność i przeciętność spadły w jego oczach do najgorszej obelgi.

KNAJPY

Wylądowali U PANA WŁADKA, w obitej zaświnioną boazerią, małej, trzeciorzędnej mordowni z jednorękimi bandytami. Wśród klienteli jak zwykle przeważali różnego sortu hazardziści i zaniedbana młodzież uskuteczniająca ekstremalne piwozy dla odreagowania ciężkiej pracy fizycznej. Spod baru jak zawsze jechało wódą, piwem, tanim tytoniem, starym potem i podgniłą wilgocią nieświeżych ubrań od zarośniętych pijaków w późno średnim wieku straszących koszmarnymi brakami w uzębieniu. Byli to alkoholowi kolesie samowystarczalnego i wielofunkcyjnego Tadka-właściciela-barmana i zarazem codziennego klienta.

BALETY

(…) trzeci dzień radośnie balowali u Poziomy. Nawalony wujek wpadł i się rzucał, to go ujarali i zasnął. Mogli zająć się już tylko sobą. Działo się, jak zwykle, między nimi i w nich. Popijając jabole z gołymi babkami na etykietkach, zorganizowali nawet, wymyślone przez Poziomę, wybory Miss Jaboli. Frakcja dup starła się z frakcją cycków i szło już prawie na noże.

UNIESIENIA

Halucynacyjna mieszanka zmroku i alkoholu odsłaniała nowy wymiar Przejścia. Miasto podnosiło się do tańca ciężko niczym swawolny potwór, rozgałęziający połyskujące asfaltem, gładkie ramiona ulic. Niespodziewane miejsca, nieistniejące za dnia, objawiały się tylko w nocy. Odzierany z resztek tabu alkohol tworzył pożywkę dla iluzji wyzwolenia z narastającego ciężaru zamknięcia. Zbratani alko, muzą i wzajemną obecnością, snuli braterskie rozważania o tym, jak powinno wyglądać życie ich i całej planety, tworząc życzeniowe, ale zgodne, biegunowo różne wersje od tego, co zdawali się widzieć.

UŻYWKI

Zamknął oczy; wizje zintensywniały. Silił się nadać im ster, ale wirowały bezładnie. Patrzył przez chwilę urzeczony na sny, żywe jak w nocy i zawsze pozytywne. Był w nich teraz, uczestniczył na jawie. Istniał wszędzie. A zarazem nie istniał.

Jakie to były sny? Jakie doznania? Jak najprościej zdefiniować stan po opio? Mnożąc najpiękniejszy sen przez najszczęśliwszą chwilę i jeszcze przez największą w swym życiu fizyczną przyjemność… wyekstrahujesz próbkę fazy. I dla odmiany pomnóż najstraszliwszy koszmar, najsilniejszy ból i najbardziej poniewierający smutek swego życia… dla równowagi wyabstrahujesz tej fazy cenę, czyli abstę i jej wszechogarniający głód. Wiadomo, przyjemność jest ograniczona, a ból nie ma dna, więc to oczywiste, że nałóg się nie opłaca. Kluczem okazuje się odwlekanie momentu zapłaty, co staje się dla ćpuna powodem do tkania wielopłaszczyznowych iluzji na temat tego, jak sensowne i niepowtarzalne jest jego życie.

ODLOTY

Płynnym ciepłem rozlewała się po nim od środka pulsująca ciara. Opadł na łóżko, obserwując pokój przeobrażający się szybkością przeobrażenia dokonywanego w nim samym. Wszystko wokół stało się miękkie, tak miękkie, że niemal płynne. Światło zlewało się z przedmiotami, on zlewał się ze światłem. Odosobnienie utonęło w oceanie jedności.

SEKS

Wiesz, że ja tam z kobitkami nigdy problemów nie miałem. Śmieszne, ale zawsze się jarały na moje małe dłonie. Tak że deko wyobracałem i cipka mi nieobca. Zagadałem jak zwykle, dłonie jak zwykle pokazałem, niby przypadkiem i nagle siedzimy sobie razem, pijemy, nawijamy. One mi, że mam fajne małe dłonie. Już wtedy mnie trącały, poklepywały. No kleiły się. Też po pijaku je brało. Potem to dokładnie nie pamiętam, coś o atrakcyjności, jakieś teksty… że kolesie to wzrokowcy. A one, że laski też. Ja im, że mniej. A one, że babki też lubią popatrzeć. Ty, i wyszło, że im zacząłem (…)

MIŁOŚĆ

Stokroć bardziej niż ciało niezmiennie podziwiał i pragnął Jaśmin duszy Sylwii. Równoważyła go, inspirowała i uskrzydlała. Pozostawała jego najlepszym przyjacielem, ostatnią przyczyną, dla której istniał, rozwiązaniem życiowych równań, liczbą urojoną i nieskończoną silnią. Czuł, że prócz damsko-męskiej miłości łączy ich wzajemne braterstwo i metafizyczna więź, które przenigdy się nie wyczerpią. Wierzył, że są dla siebie stworzeni. Rozumieli się bez słów. To przy niej Jaśmin po raz pierwszy uwierzył w telepatię. Ona też uwierzyła.

ROZSTANIE

– Kim on jest?

– Oj, Tomo. Nie interesuj się. Ja cię nie pytam, kogo ostatnio bzyknąłeś.

– Dlaczego my nie jesteśmy razem?

– Bo realia…

– Realia? I ty to mówisz?! Kochałaś mnie chociaż?

– Chuj wie… jakie to ma teraz znaczenie?

– Nie wstyd ci, że tak ze mną pogrywasz?

– Wstyd to kraść i z dupy spaść.

– Teraz żałuję, że cię nie puknąłem.

– Jeszcze możemy to nadrobić, jeśli aż tak ci na tym zależy.

I WIELE, WIELE INNYCH KLIMATÓW… Z ŻYCIA BLOKOWISK W LATACH 80 I 90… KIEDY UMIERAŁ ŚWIAT, KRÓREGO JUŻ NIE MA I RODZIŁA SIĘ RZECZYWISTOŚĆ, KTÓREJ DOŚWIADCZAMY OBECNIE!!!