facebook
REALIA

CZASY

Kiedyś ludzie mieli może tę łatwość, że w jednej epoce żyło wiele pokoleń. Pod koniec dwudziestego wieku, a może i wcześniej, jedno pokolenie okazywało się zmuszone do życia w kilku epokach. Większość z tego, co uczyli rodzice, okazywało się nieprzydatne w szybko zmieniającym się świecie. Czy dlatego młodzi, jak nigdy wcześniej, buntowali się przeciw skostniałym i nieprzystającym formom i normom starych? A bunt pokoleń i walka starych z młodymi nigdy wcześniej nie były tak widoczne?

MIASTO

Prostopadłościenne bryły szarych bloków z płyty wyrastały wokół niczym wielki i ciężki betonowy labirynt. Poszumiewająca życiem społecznym, ciepła, czerwcowa noc orzeźwiała powiewami wilgotnych zapachów miasta, niepokoiła ujadaniem psów z oddali i podpitymi, wulgarnie agresywnymi przekomarzankami spod całodobowego nieopodal.

PODWÓRKO (LATA OSIEMDZIESIĄTE)

W Starożytności Ich Życia przyjaźń nie miała ceny. Bez fumfli byłeś odludkiem, ciotą i towarzyskim trupem. Z rzeczy nie posiadali nic bardziej wartościowego niż resoraki i żołnierzyki. Nie znali paintballu, bowlingu, nawet o grillowaniu nikt nie słyszał (a nawet takich słów nie znał). W grajdole nie mieli basenu. Jedyne kino rzadko zmieniało repertuar, ale i tak stanowiło najjaśniejszy punkt miasta, świątynię światów i wehikuł wyobraźni.

SZKOŁA (LATA OSIEMDZIESIĄTE)

Ponętną i wyuzdaną matematycę znano z ciągnięcia za baczki. Na przerwach czaiła się na rozrabiaków. Kręcąc ponętnie dupą w obcisłej kiecy, zachodziła niepostrzeżenie od tyłu i najpierw delikatnie, potem coraz mocniej, wyciągała ofiarę do góry za pejsy. Bakuzy szczypały człowieka, aż na palce stawał, niemal podfruwał, a ta rwała i rwała cała zadowolona. Przeważnie zdążyła jeszcze gościa odwrócić, by analitycznie i z satysfakcją popatrzeć mu w oczy. Na lekcjach waliła dziennikiem po łbach. Żeby tylko ona. Każdy dziennik każdej klasy na koniec roku praktycznie się rozlatywał.